Już koniec ferii. Niestety. Ale, nie powiem były one owocne i nawet ciekawe. ;] Szkoda tylko, że bez Karen... Nauczyłyśmy się kontr-galopów i dajemy już wszystkie 4 nogi! :D Były galopy w śniegu po kolana, odmrożone palce i dużo kuligów! ;D Psy mi utrudniały życie. Chyba bardzo chcą dostać kopa, bo pchają się pod zad Alaski! Ale ona ma, na szczęście, anielską cierpliwość. Byłam (tylko) 2 lub 3 razy u Eweliny, tak tradycyjnie. ;] Nawet pojechałyśmy w teren. Alaska stoi nadal sama, ale nie wygląda źle. Buntuje się i skacze jak zawsze. Trudno być całkiem samym przy 3 psach i nieokreślonej ilości kotów stajennych (od 1-5). Zjadłam tony czekolady i jeszcze mi mało! Przydałaby się już wiosna..!