Elo helo. Dziś, dzień jak każdy inny, wzięłam Alaskę i jak zawsze wylonżowałam. Miała przyjechać Ewelina, ale Onti okulała. To stwierdziłam, że mi się nie chce jeździć po maneżu i, że pójdę w z Alaską do Eweliny. I tak zrobiłam! Osiodłałam ją i poszłyśmy. Część drogi do Eweliny przeszłam pieszo, a pod górkę i przez zaśnieżoną łąkę na niej. xD I dojechałam. :D Pogadałyśmy i czas wracać. To hopsa na konia i wiooo! No były małe kłopoty z kierowaniem, ale tak to gót. I galop się zaliczyło. xD Krótki teren (nie wliczając w czas gadania :P), ale było gitaśnie! Przynajmniej mi się podobało. CUD MIÓD I slalomy! ;P
niedziela, 25 stycznia 2009
czwartek, 22 stycznia 2009
No i są ferie
Ferie. Jupii! Nie ma szkoły! :D A ja jak zwykle w Chocieszowie. Pracuję z tym wariatem. xD Alaska się rozbrykała. Jak daje jej komendę do kłusa (siedząc na niej) to dęba chce stawać. Ale sytuacja opanowana. Wylonżowałam ją, siadłam i jakoś poszło. xD Fajnie, że jest śnieg, ale lipa, że się wszystko topi... Bo 2 stopnie na plusie. Akurat gdy ja przyjechałam to się topi! Ironia losu... Mimo to dzisiaj i tak był kulig. Ale nie pojechałam. bo był za wcześnie. ;P Spałam jeszcze. Ale w sobote w teren. :D Ale ten czas leci. Mam wrażenie, że już jutro będe stara i w ogóle. Nie wiem czemu. Tak jakoś. Paranoja... A i próbowałam nauczyć Alaskę spinów i jakoś kiepsko mi idzie... No cóż. Trzeba coś wymyślić!! ;)
niedziela, 4 stycznia 2009
Święta,święta i po świętach

W sumie to napisze tu raczej o sylwestrze, ale tak jakoś tytuł mi pasował xD. Święta (i w ogóle całe wolne) minęły miło :D i szybko :(. Od razu po świętach pojechałam do Alaski. Wzięłam ją drugiego dnia lonżowanko i wsiadłam na oklep.Pojeździłam tylko stępem i było ok! Następnego dnia wsiadłam (z siodłem),chce kłusem, a ta mi dęba chce stawać. To na lonżę, koleżanka wsiadła, Alasce wytok, ja lonżuje i do kłusa. W końcu jej się odechciało... :D W sylwestra przyjechała Ewelina na Onti i pojechałam pierwszy raz NA Alasce w teren! Co prawda nie był za długi ;P i wystraszyła się 2 razy. ale i tak byłam szczęśliwym człowiekiem. A w nocy tany,tany i byłoby ok gdyby ktoś sobie nie rozwalił ręki, ale no cóż nieszczęścia się zdarzają :/. W nowy rok (pomine godzine o której wstałyśmy) pojechałam z Baśią (konno) oddać siodło Ewelinie. A że wyjechałyśmy koło 15:30 to się dość szybko ciemno zrobiło... Jak wracałyśmy (Basia na oklep na Gali ja z siodłem na Alasce) to było już całkiem ciemno. W połowie drogi (z górki) zaczęli strzelać fajerwerkami (jakieś kiepskie wyczucie czasu?! brak kalendarza i kontaktu ze światem?). To my z koni i jakoś je doprowadziłyśmy. No i to by było na tyle. A teraz:


NIE MA TO JAK ZŻERANIE WŁAŚCICIELKI xD

CHYBA CHÓD BOCZNY?
Subskrybuj:
Posty (Atom)