
W sumie to napisze tu raczej o sylwestrze, ale tak jakoś tytuł mi pasował xD. Święta (i w ogóle całe wolne) minęły miło :D i szybko :(. Od razu po świętach pojechałam do Alaski. Wzięłam ją drugiego dnia lonżowanko i wsiadłam na oklep.Pojeździłam tylko stępem i było ok! Następnego dnia wsiadłam (z siodłem),chce kłusem, a ta mi dęba chce stawać. To na lonżę, koleżanka wsiadła, Alasce wytok, ja lonżuje i do kłusa. W końcu jej się odechciało... :D W sylwestra przyjechała Ewelina na Onti i pojechałam pierwszy raz NA Alasce w teren! Co prawda nie był za długi ;P i wystraszyła się 2 razy. ale i tak byłam szczęśliwym człowiekiem. A w nocy tany,tany i byłoby ok gdyby ktoś sobie nie rozwalił ręki, ale no cóż nieszczęścia się zdarzają :/. W nowy rok (pomine godzine o której wstałyśmy) pojechałam z Baśią (konno) oddać siodło Ewelinie. A że wyjechałyśmy koło 15:30 to się dość szybko ciemno zrobiło... Jak wracałyśmy (Basia na oklep na Gali ja z siodłem na Alasce) to było już całkiem ciemno. W połowie drogi (z górki) zaczęli strzelać fajerwerkami (jakieś kiepskie wyczucie czasu?! brak kalendarza i kontaktu ze światem?). To my z koni i jakoś je doprowadziłyśmy. No i to by było na tyle. A teraz:


NIE MA TO JAK ZŻERANIE WŁAŚCICIELKI xD

CHYBA CHÓD BOCZNY?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz